Nadbużańska tradycja

wtorek, 4 Wrzesień 2012

Pierwszy września w Wyszkowie od wieków kojarzony jest z tradycyjnym odpustem w parafii św. Idziego. Uroczystościom religijnym towarzyszy w tym dniu pełen kolorowych straganów jarmark, którego jednym z symboli jest wypieczona z ciasta figurka – tzw. „Koza Prostyńska”.

fot. Marek Filipowicz

Przedwojennym odpustom, odbywającym się w dniu patrona Wyszkowa i całej okolicy – św. Idziego, poświęciliśmy jeden z odcinków naszego cyklu we wrześniu 2010 r. Za sprawą wspomnień Eugeniusza Daszkowskiego mogliśmy przenieść się w czasie i niemal poczuć wyjątkową atmosferę tego najbarwniejszego w przedwojennym Wyszkowie święta. „… Było to połączenie święta kościelnego z uroczystymi mszami, zjazdem wiernych ze wszystkich pobliskich wsi i z festynem, jak byśmy dziś powiedzieli. Przed wojną odpust przypominał raczej cyrkowy jarmark z tej piosenki „Kolorowe jarmarki…”. 

Po wojnie w zniszczonym i wynędzniałym mieście nigdy odpusty te nie powróciły już do swojej dawnej świetności. Szczytowy okres powojennej popularności nastąpił w połowie lat 70. XX w. Cały przykościelny plac zastawiony był setkami straganów starego typu o drewnianej konstrukcji, zadaszonych płótnem. Z boku przy salkach katechezy znajdowała się duża łańcuchowa karuzela oraz cyrkowe wozy przerobione na popularne wśród młodzieńców strzelnice. Na dołku w pobliżu dzwonnicy kwitł nielegalny hazard i handel winem. Niejeden naiwny, grający w „kości”, „trzy kolory” czy „góra dół”,  wierząc w swą bystrość, stracił tam całą przeznaczoną na odpustowe uciechy gotówkę. Niemieszczące się na placu stragany ciągnęły się południową stroną ulicy Białostockiej aż do „Wyszkowianki”. Pośród kolorowych kramów znajdowało się wiele stoisk oferujących wprost z tekturowej walizki lub taboretu, wspomniane wcześniej wypiekane z ciasta „kozy”. W połowie lat 80. XX w. zainteresowanie odpustami znacznie zmalało. Wtedy to w 1987 r. podjęta została decyzja o uwolnieniu kościelnego placu od hałaśliwych straganów i przeniesienia ich na ulicę Nadgórze. Dzisiejsze odpusty stanowią zaledwie namiastkę przedwojennych, są również dużo skromniejsze od tych z końca lat 70. I chociaż coraz trudniej znaleźć tam kojarzące się z dzieciństwem odpustowe zabawki, jak wypełnione trociną jojo, drewnianą kolbę, plastikowe szczęki czy kalejdoskop, to jednak niezmiennie od lat dużą sympatią i zainteresowaniem cieszą się popularne „kozy”. Wielu mieszkańców uważa je za niekwestionowany symbol wrześniowego święta mówiąc, że odpust bez „kozy”, to nie odpust. 

Regionalna tradycja

fot. MF

 Tradycja odpustowego pieczywa, jakim w istocie jest popularna w okolicy „koza”, narodziła się w nieodległej od Wyszkowa, słynącej z Sanktuarium Trójcy Świętej – Prostyni. W początkach XX wieku miejscowość ta stała się głównym ośrodkiem ich wyrobu i sprzedaży. Te przypominające zwierzęta figurki, głównie kozy, formowane są  ręcznie z jednego kawałka nieco osolonego ciasta (mąki i wody), obgotowywane, a następnie wypiekane w piecu chlebowym i malowane.  „Kozy prostyńskie” największą popularnością cieszyły się podczas odpustów w dniu Trójcy Przenajświętszej. Wierni zakupione figurki wnosili do kościoła, co miało zapewnić pomyślność domowej hodowli. W niedługim czasie tradycja ta rozprzestrzeniła się po całej okolicy. Do dziś możemy je spotkać na odpustach w nadbużańskich miejscowościach, w Puszczy Białej i Kamienieckiej, pomiędzy Serockiem Pułtuskiem i Różanem, Ostrowią Mazowiecką, Małkinią, Ciechanowcem i Węgrowem. Zdarza się je spotkać także w innych regionach kraju, wielu muzeach etnograficznych, a swego czasu trafiły nawet do prywatnych apartamentów Ojca Świętego Jana Pawła II. Kozia tradycja w Prostyni powiązana jest z otoczoną kultem cudowną, późnogotycką statuą Świętej Trójcy w postaci Tronu Łaski. Uważa się, że została wykonana około roku 1460, a jej autorem, podobnie jak spalonej we wrześniu 1939 r. figury św. Idziego w Wyszkowie jest sam Wit Stwosz. Według tradycji, w 1510 roku ukazała się tutaj święta Anna i wyraziła życzenie, by na wzgórku pośród mokradeł w dolinie Bugu wybudowano kościół. Tak się stało. Nie jest jasne, jak figura znalazła się w Prostyni. Prawdopodobnie była ona darem biskupa łuckiego (Prostyń należała wówczas do diecezji łuckiej) Pawła Holszańskiego z okazji erygowania tutejszej parafii. Można więc przypuszczać, że biskupi dar ze wschodu przybył płynącą Bugiem łodzią. Transport wodny był wówczas najwygodniejszy i najbezpieczniejszy. Lud fakt ten ubrał w piękną legendę, wedle której to pasące się na nadbużańskich łąkach kozy pierwsze dostrzegły płynącą rzeką figurę i głośnym beczeniem zawiadomiły o tym ludzi. Później Sanktuarium prostyńskie odwiedzali pątnicy nawet ze Lwowa, z Prus, Pomorza i Żmudzi, przybyła tu z pielgrzymką królowa Bona. Innym uzasadnieniem koziej tradycji jest historia powiązana z podlaskimi unitami. Choć wśród Polaków spotkali się z tolerancją religijną, byli w XIX w. prześladowani przez carat i mieli zakaz przystępowania do sakramentów świętych w kościele. Dla niepoznaki przybywali tłumnie do Prostyni na odpust, niby prowadząc na targ kozy, a po przywiązaniu ich do drzew, mieszali się z tłumem pielgrzymów i wchodzili do świątyni.

fot. MF

Koza prostyńska

Dziś „kozy prostyńskie” są miłą pamiątką dla pielgrzymów. Promujące tę tradycję Stowarzyszenie Miłośników Ziemii Prostyńskiej w 2009 r. zajęło I miejsce w konkursie o Laur Marszałka Województwa Mazowieckiego dla mazowieckich produktów żywności za najlepszy produkt roku 2008. „Kozy prostyńskie” uznano produktem wyróżniającym się oryginalnością w formie prezentowania tradycji kulinarnej „Ziemi Prostyńskiej”.

Marek Filipowicz, Justyna Pochmara

Kategoria: Wyszków znany i mniej znany

Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź